Zobacz:
Wiersze Jarosława Iwaszkiewicza o żonie
Przyjaźnie Anny Iwaszkiewicz
Anna Iwaszkiewicz
(Brwinów, 17 grudnia 1897 r. - Podkowa Leśna, 23 grudnia 1979 r.)
Anna z Lilpopów Iwaszkiewiczowa nie została wymieniona w najnowszym słowniku "Współcześni polscy pisarze i badacze literatury" i nigdy nie myślała o sobie jako o pisarce - drukowała niewiele i głównie w prasie literackiej, a zbiorek "Szkice i wspomnienia" ukazał się po jej śmierci - to przecież przez całe swoje życie związana była z literaturą w dwojaki sposób - jako tłumaczka i autorka szkiców poświęconych literaturze i muzyce, a także jako osoba obdarzona wyjątkową wrażliwością literacką i muzyczną, posiadająca zdolność inspirowania twórców, z którymi była zaprzyjaźniona. I co najważniejsze - była żoną Jarosława Iwaszkiewicza, jednego z największych polskich pisarzy, współuczestnika i współtwórcy życia literackiego trzech epok. Jeśli przyjrzeć się bliżej jego pisarstwu i życiu, historii domu w Stawisku, archiwum i domowej bibliotece, jeśli posłuchać tych, którzy Iwaszkiewiczów pamiętają, jawi się pani Anna osobą arcyważną, a jej losy pobudzają do refleksji.
Należy podkreślić, że Jarosław Iwaszkiewicz w zapisie testamentowym na rzecz Ministerstwa Kultury i Sztuki zdecydował, by Stawisko, jako Muzeum nosiło imię Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Bardzo to znaczące przesłanie.
Urodziła się Anna Iwaszkiewiczowa jeszcze w XIX wieku, 17 grudnia 1897 roku (dokumenty podają datę 18 grudnia). Przyszła na świat w Brwinowie, podwarszawskiej posiadłości swego ojca, Stanisława Wilhelma Lilpopa, syna warszawskiego przemysłowca Stanisława Lilpopa. Jej matką była Jadwiga ze Stankiewiczów, córka doktora Władysława Stankiewicza, zasłużonego w okresie powstania styczniowego lekarza i znanego chirurga warszawskiego. Małżeństwo jej rodziców, zaaranżowane przez rodzinę, nie okazało się szczęśliwe. Dziewczynka miała niespełna cztery lata, gdy matka opuściła męża i doprowadziła do formalnego rozwodu, co było w tych czasach nie tylko rzadkością, ale i skandalem. Anna została z ojcem i była przez niego kochana, uwielbiana i rozpieszczana jako jedynaczka i "najważniejsza kobieta w życiu". Dla niej to przecież zrezygnował z ponownego ułożenia sobie życia, "nie chcąc córce dać macochy". Jej wychowanie powierzył swej młodszej siostrze, Anieli Pilawitzowej i Anna wzrastała w towarzystwie dwóch jej synów, Andrzeja i Stanisława. Cieniem na jej dzieciństwie kładła się śmierć najstarszej córki ciotki Anieli, Janiny. Zrozpaczona Aniela Pilawitzowa zajęła się opuszczoną przez matkę bratanicą i pokochała małą Hanię, jakby w zastępstwie utraconej córki, powodując tym samym w psychice dziewczynki, a później dorastającej panny i kobiety poczucie zależności i obowiązku sprostania tej miłości. Pozostały związane ze sobą aż do śmierci ciotki w 1955 roku mieszkając razem w Stawisku. Pod okiem ciotki przebiegało wychowanie i edukacja Anny. Uczyła się głównie w domu, pod kierunkiem starannie dobieranych guwernantek, przez pewien tylko czas uczęszczała na pensję. Kształcono ją na sposób jeszcze dziewiętnastowieczny, typowy dla sfer mieszczańskich, szczególną wagę przywiązując do języków (francuskiego i angielskiego), literatury, historii ojczystej i muzyki. Anna od najmłodszych lat rozmiłowana była w samokształceniu, więcej - samodoskonaleniu. Dowodem tego są chociażby zachowane w jej osobistym archiwum kajety z notatkami, wypisami z lektur i listami przeczytanych książek, a także nuty z poprawkami, notatkami i innymi śladami wnikliwego opracowywania.
Po sprzedaży brwinowskiego dworu przez Stanisława W. Lilpopa, co nastąpiło około 1910 roku, Anna wraz z rodziną zamieszkała na stałe w Warszawie. Niewiele wiadomo o tym okresie jej życia, ale zachowały się fotografie, świadczące o jej udziale w przedstawieniach amatorskiego teatru domowego i kajety z notatkami z wykładów Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.
Okresem, który w znacznym stopniu ukształtował jej umysłowość i wrażliwość był z całą pewnością pobyt w Kijowie i Moskwie w czasie I wojny światowej. Wyjechała tam z ojcem w 1915 r. i przeżyła przygodę spotkania z awangardową rosyjską sztuką, wykładami Mieczysława Limanowskiego i Wszechnicy Polskiej. Musiała zdawać sobie sprawę z ważności intelektualnych i emocjonalnych doznań tego okresu, gdyż skrzętnie notowała nazwiska poznanych w tym czasie osób, koncerty i przedstawienia teatralne, wysłuchane i obejrzane w Moskwie i Kijowie. W tym też czasie Anna poznała muzykę Skriabina, wielką miłość i fascynację swego życia. Spotkała też Karola Szymanowskiego - swój ideał artysty. Znajomość ta przerodziła się w pełną zrozumienia przyjaźń. Strzępy dziennika, który zaczęła wtedy prowadzić, dowodzą, że Anna uświadomiła sobie właśnie w tym okresie, iż sztuka jest dla niej tym najistotniejszym, a właściwie jedynym, sposobem przeżywania świata i łączności z absolutem Boga.
W Moskwie poznała Anna swego pierwszego narzeczonego, księcia Krysztofa Radziwiłła, wtedy początkującego poetę i uczestnika wykładów Limanowskiego. Ich narzeczeństwo przerwali księstwo Radziwiłłowie, "bo panna nie z tej sfery, a na dodatek jej matka wywołała skandal", ale na krótko, bo Anna i Krzysztof zaręczyli się ponownie w 1920 r., tym razem w Warszawie. Te zaręczyny zerwała Anna na dziewięć dni przed zaplanowanym ślubem z powodu, oczywiście, Jarosława Iwaszkiewicza, poety - przybysza z Ukrainy. Te, wydawałoby się burzliwe losy narzeczeństwa nie przeszkodziły temu, by Anna Iwaszkiewiczowa i Krzysztof Radziwiłł przyjaźnili się do końca życia.
W 1922 roku - na wiosnę - poznała Anna za sprawą młodszego przyjaciela, pianisty Romana Jasińskiego, swego przyszłego męża, poetę spod Pikadora. Ślub odbył się na jesieni, 12 września 1922 r. w Brwinowie, ale nie obyło się bez poprzedzających go komplikacji i trudności wynikających, trudno ukryć, z faktu, że starający się był ubogim poetą, znowu z innej sfery i "nie wiadomo skąd."
Pierwszy tom korespondencji Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, który ukazał się w 1998 r. otwierają listy narzeczeńskie pisane głównie przez Annę, na której czuwająca nad wszystkim ciotka Pilawitzowa wymogła obietnicę nie widywania się z epuzerem, jemu zaś odebrała prawo pisywania do ukochanej dopóki jej "ojciec sprawy nie zbada i decyzji nie podejmie". Te listy, bardzo piękne, tłumaczą tajemnicę miłości od pierwszego wejrzenia, a chyba i wiele mówią na temat "miłości na całe życie".
Młodzi zamieszkali po ślubie "kątem" u ojca Anny, z ciotką Pilawitzową przy boku, jej chorym mężem i ciotką Miaskowską. I choć ciekawe i pełne wydarzeń były to dla nich lata, to jednak nie najłatwiejsze. W 1924 r. przyszła na świat ich pierwsza córka, Marysia. Anna rozpoczęła życie matki, dla której macierzyństwo stało się rodzajem twórczego spełnienia, choć gdzieś głęboko, jak zauważają wnikliwi czytelnicy jej poufnego dziennika, kryła się bolesna myśl, iż to spełnienie jest tyko namiastką tego prawdziwego, jakim byłoby pisarstwo. Anna nigdy nie uważała się za pisarkę, chociaż pisywała przez całe życie.
W latach dwudziestych żyła bardzo intensywnie wraz z mężem i przy mężu, uczestniczyła w życiu literackim, była postacią znaną, lubianą , widywaną wśród skamandrytów i w kręgach literacko-muzycznych Warszawy. Przyjaźniła się z Karolem Szymanowskim, Marią Morską, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, Magdaleną Samozwaniec, Jerzym Liebertem, Antonim Słonimskim, Stanisławem Balińskim, Tuwimami, Mieczysławem Grydzewskim, Wacławem Zyndramem - Kościałkowskim, Stanisławem Ignacym Witkiewiczem i jego żoną Jadwigą, Rytardami, Stryjeńskimi, Romanem Jasińskim. Anna bywała w "Ziemiańskiej", przyjmowała w domu ojca i w "Aidzie", podkowiańskiej willi - ich letnim domu , brała udział w zjeździe poetów w Pławowicach. Stała się osobą, której autorzy czytywali jako pierwszej swoje utwory oczekując rad i ocen.
W jej życiu istniało nadal miejsce na nawiązane wcześniej przyjaźnie i znajomości związane z innym, nie literackim, nurtem jej życia. Należała bowiem do "Kółka" ks. Władysława Korniłowicza, skupiającego młodych katolików, często konwertytów, działającego w latach 1917-1939. Jego członkowie stawiali sobie za cel pogłębianie życia religijnego, wiązanie z nim życia osobistego, zawodowego i społecznego, a także apostolstwo wśród innych. Czytywano wspólnie książki o tematyce religijnej, rozważano problemy ściśle religijne, literackie, filozoficzne i społeczne, a także modlono się i odbywano wspólne rekolekcje. Kontynuacją tego nurtu w jej życiu były jej powojenne, bardzo bliskie związki z podwarszawskimi Laskami, udokumentowane korespondencją zachowaną w rodzinnym archiwum.
Ważnym doświadczeniem były dla niej także długie okresy samotności związane z pobytami w uzdrowiskach Riviery i w Zakopanem. To podczas pobytu w Beaulieu, w 1925 roku rozpoczęła się jej intelektualna przygoda z dziełem Prousta, uwieńczona przekładami kilku fragmentów W poszukiwaniu straconego czasu, drukowanymi później w "Drodze", "Wiadomościach literackich" i w "Muzyce". W liście do męża z 30 marca 1926 roku napisała: "przetłumaczyłam dla Jurka [Lieberta] kilka stron Prousta; gdybym umiała to dobrze robić, byłoby to zajęcie, które dawałoby mi wielkie zadowolenie".
W 1928 roku urodziła drugą córeczkę, Teresę. W tym też roku Iwaszkiewiczowie przeprowadzili się na stałe do Podkowy Leśnej. Dom w Stawisku, wybudowany i urządzony dla Iwaszkiewiczów przez Stanisława Wilhelma Lilpopa zamyka w sobie historię całego późniejszego życia Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów.
Tylko dwa krótkie okresy przeżyła Anna poza nim, ten kopenhaski, zapowiadający trudną, wieloletnią chorobę lat trzydziestych, i ten, kiedy uciekała na wschód przed Niemcami - zapowiadający wyzdrowienie i odzyskanie sił duchowych do przeciwstawienia się całą sobą w działaniu, czasowi wojny.
W czasie okupacji Anna Iwaszkiewiczowa wraz z mężem udzielała pomocy i schronienia w swym stawiskim domu zgłosiwszy oficjalnie prowadzenie pensjonatu, co tłumaczyło obecność w nim coraz to innych osób. I tak na Stawisku pod ich opieką przebywali Andrzejewscy i Tatarkiewiczowie, Goetel i Jasiński, księżne Czetwertyńska i Lubomirska, Grzymała-Siedlecki i Łobaczewska, Horzycowie i Pola Gojawiczyńska, Waldorff i Miłosz, Dygat i Mauersberger, Parandowscy i Berezowie, Schiller i Borman, Baczyński i Piętak. Ta lista zdaje się nie mieć końca.
Anna wspominając ten okres swego życia z zadumą nazwała go najetyczniejszym i najlepszym, "bo żyliśmy dla innych, bez cienia egoizmu."
Miłosz napisał o nim "Stawisko w czasie wojny było taką oazą, gdzie się zbierali literaci warszawscy; gdzie można było siąść do stołu i przez chwilę mieć wrażenie, że właściwie istnieje jakaś ciągłość, że przecież to nie jest tylko groza okupacyjna" - i było to zasługą obojga Iwaszkiewiczów.
Wojna i jej doświadczenia przyniosły znaczącą zmianę w psychice i osobowości Anny. Świadczą o tym chociażby powojenne diarystyczne zapiski, tak różne od dzienników przedwojennych. Nowa sytuacja polityczna, nowa rzeczywistość, nowe podziały i nowe wybory jej męża - Jarosława Iwaszkiewicza - pisarza i działacza w końcu, znajdują odbicie na kartach powojennego dziennika, ale przede wszystkim jest na nich zachłyśnięcie się wolnościa, odbudową kraju, wiara w lepszą przyszłość Polski - i to doświadczenie lękiem, które do końca życia słowo "Niemiec" każe jej pisać małą literą.
W archiwum fotograficznym Stawiska niewiele jest powojennych fotografii Anny. Te, które zrobiono, przedstawiają pięknie starzejącą się kobietę, głównie w roli opiekuńczej babci, zajętej i przejętej wnukami i ich sprawami. Wzruszające są listy Anny do dorastających wnucząt, pełne miłości, zrozumienia i mądrości. Są też oczywiście fotografie Anny towarzyszącej mężowi na kongresach, zjazdach, jubileuszach, premierach, w czasie dekoracji odznaczeniami i wręcznia nagród. Ale są i zdjęcia z podróży prywatnych, na Ukrainę, do Nohant, w góry.
Z biegiem lat Stawisko stało się domem starych ludzi. Córki wcześnie się usamodzielniły, wnuczęta dorastały szybko. W domu umierały ciotka Pilawitzowa, matka Anny - Jadwiga Śliwińska, siostry Iwaszkiewicza, Helena i Jadwiga.
Anna, przy całym zaangażowaniu w życie Stawiska, zachowywała swój własny, niezależny świat. Królowała w nim muzyka, królowali Szymanowski i Bach, Conrad, Proust i Mann, o których mogła myśleć i mówić całymi godzinami, całymi dniami. W swoim pokoju "za łazienką" znikała na całe godziny poświęcone kontemplacji i modlitwie. Jej duchowy świat przez całe życie wypełniały, dając swoistą syntezę, literatura, muzyka i religia. Służyły one świadomie narzuconemu sobie procesowi samodoskonalenia się wewnętrznego, prowadzącego do Boga.
Zmarła 23 grudnia 1979 roku. Niektórzy mieszkańcy Podkowy pamiętają ją jeszcze przemierzającą pośpiesznym, nerwowym krokiem okoliczne ulice i ścieżki.
Małgorzata Bojanowska
Ewa Cieślak
Zobacz:
Wiersze Jarosława Iwaszkiewicza o żonie
Przyjaźnie Anny Iwaszkiewicz